Kilka dni temu po 10 godzinach na Uniwerku, dosłownie wczołgałam się do mojego maleńkiego mieszkanka. Uwielbiam studentów, uwielbiam też uczyć , ale jakoś ten dzień dał mi w kość. Przez chwilę nawet zaczęłam żałować że jestem singielką. Heh przydałby się ktoś kto zrobi coś ciepłego do picia. W drodze pod prysznic przypomniałam sobie o nowym nabytku, ekspresie do herbaty. Kiedy wyłoniłam się z łazienki, herbatka gorąca i pachnąca już czekała. W ten o to sposób stwierdziłam, że jednak nikt nie jest potrzebny, poślubię swój ekspres. Jak widać moje rozterki w tej materii trwały moment.
Od razu wyjaśnię, nie jestem szaloną, wojującą feministką, do niej brak mi z 30 kg i bujnego wąsa. Świat bez mężczyzn byłby smutny, szary i nudny. Prawda jest taka, że z nimi źle a bez nich jeszcze gorzej.
Nie ukrywam że czasami łatwiej byłoby we dwoje dźwigać cały ten życiowy szajs, ale przyzwyczajenie się do życia w pojedynkę też jest możliwe. Zresztą jak mówi mój demotywator wcale singielką nie jestem ;)
Ostatnio mam wrażenie że to moje otoczenie ma z tym większy problem niż ja. Kiedyś presję na "samotną" kobietę wywierała rodzina, dziś przyjaciele. A "gryźnijcie" się wszyscy w "poślada", przyjdzie i czas na mnie, kiedyś, nie dziś. Jak już znajdę w tej przyszłości pasujący Chromosom XY.
Tyle wstępem a od nowego tygodnia zaczynamy na gorąco wrzucać przemyślenia Chromosomu XX
